DANE
   HISTORIA
   LUDZIE
   JĘZYK
   KUCHNIA
   TURYSTYKA
   KSIˇŻKI
   FAQ
   SONDA
   INNE STRONY
   WIADOMOŚCI
   ARTYKUŁY
   KAWIARENKA
INNE
   O AUTORZE
 

Najczęstsze błędy turystów na Islandii

31 października 2019

Przemierzając Islandię dziesiątki razy zastanowiliśmy się z kolegami przewodnikami, jakie błędy najczęściej popełniają turyści odwiedzający wyspę. Niektóre to niewielkie faux pas, inne to zwykła głupota lub tracenie pieniędzy, jeszcze inne mogą kosztować utratę życia lub zdrowia. Oto one:

 

Planowanie zbyt krótkiego pobytu

Niektórym szkoda każdego dnia urlopu, większość liczy na oszczędność, albo że „jeszcze tu wrócę”. Tymczasem przyjechanie jedynie po to, by dzień spędzić w Reykjavik, w kolejny objechać Złoty Krąg, a trzeciego objechać półwysep Reykjanes i wymoczyć się w Błękitnej Lagunie to raczej strata czasu. Chyba, że ktoś chce jedynie „odhaczyć” kolejne odwiedzone państwo. Skoro już się tu wybieramy, poświęćmy choć te 9 dni na objechanie wyspy, albo i dwa tygodnie z Fiordami Zachodnimi (choć to i tak szybkie tempo). Wyjątkiem mogą być wypady zimowe, na zorze polarne, ale to raczej dla tych którzy Islandie już widzieli latem, lub wiedzą że wrócą tu gdy będzie cieplej.

Zbyt ambitne plany

Na mapie odległości wydają się często niewielkie, i co ambitniejszy turysta liczy, że wszystko uda się zobaczyć w kilka dni. Tymczasem mamy nieprzewidziane postoje, wąskie drogi czy zmienną pogodę. Szczególnie zabawnie robi się, gdy ktoś sam rezerwuje nocleg w jednym miejscu i planuje zwiedzenie połowy wyspy, po czym na miejscu okazuje się, że to nie takie proste jak na Google Maps. Wyspa sprzyja refleksji i zachwyceniu się i kontemplacji tu i teraz. Zwiedzanie Islandii to też cieszenie się drogą i „zwykłymi” krajobrazami, a nie wyłącznie odhaczanie popularnych atrakcji od A do Z. Czasem mniej znaczy więcej, jak mawiał klasyk.

Kupowanie wody w butelkach

Po tym w sklepie rozpoznasz turystę, i to niedoświadczonego. Nie tylko obciążasz tym środowisko, ale przede wszystkim marnujesz pieniądze, bo zimna woda w dowolnym kranie na wyspie jest krystalicznie czysta i doskonałej jakości. No i nie wystawiona na ciągły kontakt z plastikiem. Ewentualnie jedna, którą uzupełniamy w kranie – wszak pić trzeba!

Złe ubranie

Wiele osób przylatuje na Islandię z myślą, że na tej szerokości geograficznej musi być zimno i ubierają się jak na Antarktydę. Tymczasem pogoda zmienia się co chwilę, ponadto wiele czasu spędzają w samochodzie czy w pomieszczeniach i męczą się bądź łapią przeziębienie. Dlatego najważniejsze są warstwy ubrania, których szybko możemy się pozbywać. I koniecznie odporna na deszcz kurtka, niezależnie od pory roku. Czyli – ubieramy się na cebulkę. No i bezwzględnie zabieramy kostium kąpielowy!

Śliskie buty

Zimą bywa ślisko nawet w mieście, nie wszystkie chodniki są podgrzewane. Czasem naprawdę nie da się zrobić kroku w nieodpowiednim obuwiu, również przy wodospadach, gdzie opadające kropelki wody szybko zamarzają. Jeżeli nasze buty są zbyt śliskie, warto dokupić nakładki z kolcami na obuwie, mogą uratować przed złamaniem.

Niedocenianie pogody

Islandczycy żartują, że prognozę pogody trzeba sprawdzić, a potem ją… zignorować. Owszem, ale może idąc na basen w Reykjaviku, a nie wyruszając w daleką trasę, czy tym bardziej w interior. Za każdym przed opuszczeniem miejsca noclegu trzeba sprawdzić pogodę (vedur.is) i mieć dla niej pokorę! Za oknem jest pięknie, a za kwadrans może nas zasypać burza śnieżna. Z islandzką pogodą nie ma żartów, szczególnie zimą.

Odkręcanie od razu gorącej wody w kranie

Islandia to coś więcej niż „ciepła woda w kranie”. Tu woda potrafi być naprawdę gorąca, o czym zawsze uprzedzamy uczestników wycieczek. Można się poparzyć, dlatego odkręcamy ostrożnie i zawsze wpierw sprawdzamy czy jest bezpieczna.

Przepłacanie za alkohol

Alkohol na Islandii jest horrendalnie drogi i trudno dostępny (piwo w barze zaczyna się od 30 PLN, w supermarkecie kupimy wyłącznie produkt piwo-podobny o zawartości alkoholu do 2,25%, a najtańsze pół litra wódki zaczyna się od 120 PLN wyłącznie w sklepach monopolowych Vínbúðin, zwykle zamkniętych gdy są potrzebne). Tymczasem wylatując do Islandii z Polski w sklepie wolnocłowym mamy jeszcze niższe ceny za alkohol niż w kraju, bo lecimy do kraju pozaunijnego. Alkohol z zagranicy przywożą nawet Islandczycy, którzy sami nie piją.

Nie pójście na basen

Korzystanie z basenów, a szczególnie gorących kąpieli jest na Islandii powszechne. To tam Islandczycy spędzają czas z rodziną, spotykają się z przyjaciółmi, omawiają interesy czy chodzą na randki. Baseny termalne są nawet w mniejszych miejscowościach. U nas koszt podgrzania wody to największy wydatek dla pływalni, Islandczycy gorąca wodę mają za darmo (to chyba jedyna rzecz która jest tańsza niż w Polsce). Mimo to wielu turystów z jakiegoś powodu je omija (do pierwszego razu, bo potem chcą wracać codziennie). Zresztą nie ma nic przyjemniejszego po dniu zwiedzania niż relaks w gorących źródłach.

Wejście na basen bez prysznica

Dla Islandczyka to nieomal zbrodnia – o konieczności skorzystania z prysznica napisy w kilku językach na każdej pływalni. Należy umyć się bez okrycia (dla wstydliwych zwykle jest gdzieś kabina, choć Islandczycy uważają to za fanaberię). Zawsze jest darmowe mydło lub szampon. Tu jest to o tyle ważniejsze, że Islandczycy nie dodają chemii do wody, często nawet chloru. Zresztą prysznic przed basenem to podstawa dobrego wychowania chyba nie tylko na Islandii?

 

Niespróbowanie islandzkiej kuchni

Zrozumiałe, że nie każdy musi zajadać się zgniłym mięsem rekina czy baranim łbem. Ale spędzenie dwóch tygodni na Islandii wyłącznie na chińskich zupkach i pasztecie z Biedronki to zdecydowanie przesada! Wiadomo, że jedzenie na mieście jest tu bardzo drogie, ale naprawdę warto odżałować te około 180 złotych by spędzić choć jeden wyjątkowy wieczór w eleganckiej restauracji z bufetem z owoców morza, islandzkich ryb, jagnięciny i wszystkiego, co islandzka kuchnia ma najlepszego.*

Dawanie napiwków

Islandczycy napiwków nie dają, nie ma takiej tradycji. Wszystko jest wystarczająco drogie, a kelnerzy czy taksówkarze dobrze opłacani. Oczywiście turyści, głównie amerykańscy zwykle o tym nie wiedzą i czasem napiwki dają. Raczej nikt się nie już za to obrazi, ale z czystym sumieniem można tego nie robić. No chyba że kelnerem czy przewodnikiem jest nasz rodak i jesteście wyjątkowo zadowoleni!

Zły dobór samochodu

„Będę jeździć tylko po głównych atrakcjach, wystarczy toyota Aygo albo Fiat 500…, to wyjazd niskobudżetowy…”. Kończy się wysokimi kosztami lub pozostaniem w hostelu. Przy niezłej pogodzie takie auto na podstawowe atrakcje wystarczy, ale niektórzy próbują i takimi maluchami pokonywać „efki”, czyli drogi najniższej kategorii oznaczone literą F. Kto wiedział, że większość aut z wypożyczalni ma wbudowane GPSy, a regulamin pozwala nałożyć karę za używanie niedozwolonych dróg?

Prowadzenie samochodu bez doświadczenia

Wiele osób naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że prowadzenie auta na Islandii, szczególnie zimą, wymaga doświadczenia. Drogi często są nie odśnieżone, oblodzone, nieposypane, zamiecie śnieżne uniemożliwiają jazdę, podmuchy wiatru nie pozwalają utrzymać się na drodze, a często nawet nie do końca wiesz którędy ona prowadzi. Wypożyczenie pojazdu z napędem na 4 koła dodaje niektórym pewności siebie, co kończy się wysokimi kosztami. Nawet przy najlepszym ubezpieczeniu – turyści są zaskoczeni że muszą zapłacić za wymianę przedniej szyby za odprysk po kamyczku, choć wydali majątek na polisę (a zdarza się to In głównej drodze z lotniska!). Nie wspominamy o zalaniu samochodu przy przekraczaniu brodów.

Ignorowanie komunikatów o zamknięciu drogi

Godzinami można opowiadać historie, które wydarzyły się lekkomyślnym turystom. Moglibyśmy się z śmiać, gdyby nie fakt, że wiele z nich zakończyło się tragicznie. Przykład: na oko droga wydawała się przejezdna, a przecież znak o zamknięciu drogi da się ominąć. Samochód utknął w śniegu, zasięg telefonu się skończył, nikt nie pomógł wyciągnąć auta (wszak droga zamknięta). Paliwo się skończyło, bo przecież nie będziemy czekać w zimnym samochodzie, para zmarła z wychłodzenia organizmu… Nawet jeśli historia skończy się nie tak tragicznie, pozostaną koszty uszkodzonego samochodu. A wtedy nie tylko ubezpieczenie nie zadziała, ale też nie wypłacisz się za akcję ratunkową. Przed wyruszeniem w drogę sprawdzamy komunikaty na stronie Road.is i… nie ignorujemy komunikatów.

Zatrzymywanie samochodu na drodze

Niektórym emocje związane z pięknymi widokami udzielają się tak bardzo, że porzucają auto choćby na środku drogi i wychodzą robić zdjęcia. Zdarza się, że za takimi śmiałkami stanie w kolejce kilka innych samochodów (przecież trzeba uwiecznić spęd koni). Nawet jeśli tylko fragmentem samochodu stanęliśmy na drodze, jest to bardzo niebezpieczne. Było wiele wypadków, w których inny samochód uderzył w ten stojący na drodze, potrącony został turysta robiący zdjęcie, w najlepszym wypadku urwane zostało lusterko albo drzwi. Nie ma żartów!

Jazda off-road

Czasem jadąc przez wyspę widzimy ślady po kołach samochodów na zboczach gór albo czarnych, pustynnych piaskach. Zastanawiamy się, co za idiota zjechał z drogi by zrobić coś takiego. Delikatna, powulkaniczna gleba potrzebuje dziesiątek lat, aby stać się stabilna, a ślady po takiej jeździe mogą widoczne równie długo! Czasem powodują erozję, która zamienia ślady po oponach w coraz głębsze rowy. Jazda off-road poza miejscami do tego wyznaczonymi jest surowo zakazana, grozi wysoką grzywną albo aresztem! Jak mało co działa na nerwy Islandczykom i odpowiedzialnym turystom, którzy muszą potem oglądać zniszczenia.

Jazda bez odpowiednich świateł

Prowadząc auto pamiętaj, że na Islandii istnieje obowiązek jazdy nie tylko z przednimi, ale i tylnymi światłami. Turyści często włączają ustawienia automatyczne, a to nie wystarczy. Jeżeli sam wypożyczasz auto, pamiętaj o włączeniu tylnych świateł, inaczej możesz dostać mandat.

Zwlekanie z tankowaniem

„Może będzie większa stacja, może będzie tańsza…?” Takie pytania mogą zakończyć się tym, że paliwa zabraknie nam zanim dojedziemy do celu. Tak, samochód ma rezerwę, ale jechanie na oparach nie może trwać wiecznie, w końcu usłyszymy (niespodziewane?) zacięcie i samochód powoli, cichutko się zatrzyma. Dlatego znak sugerujący zatankowanie nie stoi tam przypadkowo. Na górskich drogach palimy więcej. A odległości na Islandii są bezwzględne.

Ignorowanie znaków i zakazów

Gdyby każdy turysta tylko na chwilę zszedł z wytyczonej ścieżki… Gdyby każdy zabrał tylko jeden kawałek lawy i jeden kamyczek z czarnej plaży… Brzmi to jak moralizatorstwo, ale… liczba turystów odwiedzających rocznie Islandię przekroczyła 2,5 miliona osób i naprawdę pojawił się problem. Tym bardziej że często przekroczenie linki ograniczającej dostęp do wodospadu czy gorącego źródła to nie tylko problem dla przyrody, ale narażanie zdrowia i życia. Były już przypadki poparzenia przy robieniu selfie. Warto?

Igranie z naturą

Niektóre rzeczy nie są formalnie zakazane, bo nikomu nie przyszło do głowy ze można być aż tak głupim by zrobić coś takiego jak piknik na krze lodowej. Sam byłem świadkiem próby zrobienia zdjęcia na oderwanym fragmencie lodowca, co nieomal zakończyło się tragedią. Jökulsárlón nie jest to też dobrym miejscem do morsowania. Albo jedna z czarnych plaż: Reynisfjara. Choć tyle mówi się o śmiertelnych wypadkach nie ma chwili by ktoś nie próbował podejść pod same fale. Te zwykle są podobne, ale jedna na kilkaset jest spotęgowana do tego stopnia, że nie zdążysz uciec choćby co. Zmoczone buty i spodnie lodowatą wodą to najmniejszy problem – fala może wciągnąć do oceanu i szansa na wyratowanie jest niewielka.

Skupianie się na zdjęciach

Śmiejmy się czasem z japońskich turystów, a zachowujemy się podobnie. Żeby chociaż robić profesjonalne zdjęcia, ale niektórzy pstrykają gdziekolwiek, byle jakim aparatem czy nędzną komórką. Nieważne że przez brudną szybę, że rozmazane, że większość osób nawet ich potem nie posegreguje, nie mówiąc o tym, by kiedykolwiek wrócić do nich ponownie. Albo czy potrzeba pojawienia się na tle każdej atrakcji nie jest przejawem narcyzmu? Lepiej zrobić kilka wyjątkowych zdjęć, które zostaną nam na całe życie, a zamiast patrzeć na piękno Islandii przez obiektyw czy wyświetlacz w smart fonie, zachwycić się chwilą i taką ją zapamiętać…

Zły bagaż

Zdarza się, że turyści podróżujący kilkuosobową grupą (a takie są najpraktyczniejsze i wychodzą najtaniej) są zaskoczeni na lotnisku, że ich bagaże nie mieszczą się w samochodzie. Każdy zabrał bowiem wielki, sztywny kufer, zamiast mniejszej, najlepiej elastycznej torby.

Używanie parasolki

Wywołuje szczery uśmiech u Islandczyków i mija się z celem. Deszcze i tak zwykle padają poziomo. Poza tym musiałby być chyba pancerny żeby wytrzymać islandzką pogodę. Możesz odpuścić zabieranie go na wycieczkę na Islandię.

Męczenie zwierząt

Konie islandzkie dzielnie pozują do zdjęć, ale nie ciągłe zaczepianie ich przez turystów nie pozostaje dla nich obojętne. I coraz częściej drażni farmerów. Podobnie nie wypada podchodzić do ptasich gniazd czy próbować głaskać maskonurów, etc. Szczytem wszystkiego była grupa turystów jednego z państw zachodnich (przez litość nie wymienię jego nazwy), którzy w 2017 roku w okolicach Breiðdalsvíku na wschodzie wyspy poderżnęli gardło baranowi, aby zrobić grilla. Uniknęli więzienia, ale drogo ich to kosztowało, no i pozostał wstyd.

Kempingowanie w niedozwolonym miejscu

To już nie te romantyczne czasy, gdy człowiek zmęczony nad ranem rozbijał namiot, a rano okazywało się, że to pole golfowe. I Islandczykom czasem kończy się cierpliwość, chcą też zarobić. Nie tylko za rozbici namiotu można dostać mandat, ale także za spanie w samochodzie w miejscu niedozwolonym.

Omijanie perełek

Wielu turystów podróżujących samodzielnie odhacza atrakcje z checklisty, dumnych z siebie, że przed wyjazdem sprawdzili w Internecie co warto zobaczyć. Prawda jest taka, że bez doświadczonego przewodnika omija się nawet drugie tyle pięknych miejsc, o których nie mamy prawa wiedzieć. Czasem wystarczy pójść na spacer w drugą stronę niż idzie większość turystów, i nawet jeśli miejsce jest mniej spektakularne, to jest szansa, że będziemy tam sami, a to już na Islandii staje się luksusem.

Lagunowe faux pas

Dla wielu samo pojawienie się w Błękitnej Lagunie, symbolu zdzierstwa (wstęp: 77 EURO!) i turystycznej komercji jest faux pas. Ale jeśli już tam jesteśmy, pamiętajmy o kilku zasadach. Panowie: nie golimy się w dniu wejścia na lagunę (boleśnie szczypie). Panie: nie zanurzamy głowy (włosy staną się sztywne jak po zanurzeniu w gipsie). Panowie i Panie: Laguna sprzyja intymnym uniesieniom, ale ze względów higienicznych warto się powstrzymać. Zresztą ratownicy i operatorzy kamer wyszykują zbyt poufałe pary i bezceremonialnie przywołują gruchające ptaszki do porządku.

Wyrabianie paszportu specjalnie by przylecieć na Islandię

Tak, to zbędne – bo islandzką granicę przekroczymy posługując się dowodem osobistym. Swoją drogą – tak nam przez lata wmawiano, że wejściu do Unii Europejskiej zawdzięczamy podróżowanie bez paszportów… To oczywiście propaganda, bo jedno z drugim niema nic wspólnego. Islandia nie jest członkiem UE, ale przystąpiła do Strefy Schengen, dlatego na Islandię wjedziemy bez problemu na dowód osobisty.

Ślepe ufanie Google Maps

Zdarza się, że potrafią wywieźć w pole. Widzieliśmy samochody wyciągane z rzeki, ściągane z lodowca, odholowywane gdy skończyło się paliwo… Widzieliśmy rachunki z wypożyczalni za zniszczone podwozia, bo choć Google Maps pokazywał drogę, to nie dla osobówki z niskim zawieszeniem, a już na pewno nie wczesną wiosną… A pomoc drogowa potrafi być na Islandii bardzo kosztowna… Nie ufaj Google Maps ciemno, włącz myślenie!

Wydawanie pieniędzy na niepotrzebne „atrakcje”

Powiedzmy sobie szczerze: wiele atrakcji to zwyczajne naciąganie ludzi, dlatego niektóre sami odradzamy. Są jednak i takie, których po prostu nie można ominąć! Nie czas i miejsce je tu wymieniać, ale warto o tym pamiętać, bo większość nie jest tania. Szczytem wszystkiego jest masowo wykupywany zimą „wyjazd na oglądanie zorzy”, który jest niczym innym wywiezieniem naiwnych turystów nocą na pustkowie poza miasto za grube pieniądze, oczywiście bez gwarancji, że zorza akurat będzie…

Samodzielny wyjazd

Biuro podróży ma na mnie zarobić? Sam zorganizuję wyjazd taniej! Okazuje się, że nie zawsze tak jest. Jesteśmy pasjonatami Islandii, mamy na miejscu samochody, zniżki na noclegach i przelotach, poza tym w grupie (maksymalnie 8 osób, to wciąż jak private tour) koszty rozkładają się inaczej niż przy dwóch i cena się wyrównuje. Ponadto oszczędzimy kilka dni czasu na przygotowania, nie ominiemy niczego ważnego, dowiemy się więcej, nie musimy skupiać się na GPS-ie, stresować na drodze, no a w gorących źródłach możemy wypić drinka, bo nie prowadzimy auta. Zresztą sam nas zapytaj!

Michał Sikorski

Artykuł powstał po konsultacji z Islandczykami, przewodnikami z Islandia,org.pl, na podstawie doniesień prasowych oraz plotek.

* Zapytaj nas gdzie polecamy takie miejsce i jak dostać zniżkę: islandia@islandia.org.pl